Twoja Tesla chce przygotować do odpalenia poduszki powietrzne… jeszcze przed zderzeniem. Brzmi jak science fiction? Problem (a może nie?) w tym, że to już jest możliwe. Tak – dziś!

Jeszcze kilka lat temu takie nagłówki wyglądałyby, jak tani clickbait z internetu.

„Samochód przewiduje wypadek i przygotowuje poduszki powietrzne zanim dojdzie do uderzenia”.

Dzisiaj?
To realna funkcja rozwijana przez Teslę.

I właśnie dlatego wokół nowego rozwiązania Tesla Vision, zrobiło się naprawdę gorąco. Jedni mówią o przełomie w bezpieczeństwie. Inni twierdzą, że to kolejny krok w stronę motoryzacyjnego chaosu sterowanego przez AI.

Prawda, jak zwykle, leży gdzieś pośrodku😉.

Ale jedno jest pewne: branża motoryzacyjna właśnie wchodzi w etap, w którym samochód nie tylko reaguje na wypadek. Ale zaczyna próbować go przewidywać.

A to zmienia absolutnie wszystko.

Poduszki powietrzne działały podobnie od dekad. Tesla właśnie chce zmienić tę zasadę

Przez lata system działania airbagów był stosunkowo prosty.

Dochodziło do uderzenia.
Czujniki przeciążeniowe wykrywały gwałtowne opóźnienie czyli bardzo szybką zmianę prędkości.
Komputer podejmował decyzję o wystrzeleniu poduszek.

Czyli reakcja następowała dopiero wtedy, gdy samochód fizycznie zaczynał się deformować (zgniatanie strefy bezpieczeństwa z przodu auta – to tam znajdują się czujniki, decydujące o odpaleniu poduszki, czy wielu poduszek na raz)

Tesla postanowiła podejść do tego inaczej…

Według informacji związanych z aktualizacją systemu Tesla Vision, auta marki potrafią dziś wykorzystać kamery oraz sieci neuronowe do rozpoznania sytuacji, w której kolizja staje się praktycznie nieunikniona. W takich przypadkach system może przygotować układ bezpieczeństwa wcześniej i rozpocząć proces aktywacji nawet około 70 milisekund szybciej niż klasyczne rozwiązania.

I teraz ktoś powie:

„70 milisekund? To przecież nic”.

Nie do końca.

Przy prędkości autostradowej samochód pokonuje w tym czasie kilka metrów. A ciało człowieka zaczyna przemieszczać się do przodu jeszcze zanim kierowca zdąży świadomie zareagować.

W świecie bezpieczeństwa pasywnego takie wartości mają ogromne znaczenie. 70 milisekund to przejechane prawie 2 metry a to w razie wypadku drogowego bardzo dużo.

Najciekawsze jest jednak coś innego. Tesla nie używa nowych sensorów

I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwie ciekawa część całej historii. 

Sami zaraz zobaczycie😉!

Większość producentów rozwija systemy bezpieczeństwa poprzez dokładanie kolejnych radarów, lidarów, czujników czy sterowników. Tesla idzie zupełnie inną drogą.

Firma wykorzystuje kamery Tesla Vision i software oparty na AI. Czyli ten sam ekosystem, który odpowiada za Autopilota i Full Self-Driving.

Innymi słowy:

samochód analizuje obraz z kamer i próbuje przewidzieć rozwój sytuacji zanim dojdzie do kontaktu mechanicznego między pojazdami.

To trochę tak, jakby auto próbowało „domyślić się”, że za sekundę wydarzy się coś bardzo złego. Lub innymi słowy: Nasza Tesla próbuje przewidzieć przyszłość😉. Brzmi całkiem fajnie…

I właśnie dlatego temat budzi aż tyle emocji.

Internet oczywiście natychmiast eksplodował

Bo kiedy tylko pojawiły się pierwsze informacje o wcześniejszym aktywowaniu poduszek powietrznych, internet zrobił dokładnie to, czego można było się spodziewać.

Pojawiły się memy.

„Tesla zobaczy reklamówkę na drodze i odpali airbagi”.
„Phantom braking było mało, teraz będzie phantom airbag”.
„Auto pomyli cień z ciężarówką i złamie kierowcy nos”.

Brzmi absurdalnie? Trochę tak.

Ale uczciwie trzeba powiedzieć jedno: część tych obaw nie wzięła się znikąd.

Tesla Vision od dawna wzbudza kontrowersje. System kamer Tesli miał już problemy między innymi z automatycznymi wycieraczkami, oceną odległości czy tzw. phantom brakingiem, czyli nagłym hamowaniem bez wyraźnego powodu.

I właśnie dlatego wiele osób zaczęło zadawać bardzo niewygodne pytanie:

„Czy naprawdę chcemy, żeby AI decydowało o poduszkach powietrznych?”

Tu pojawia się najważniejszy szczegół, którego większość ludzi nie rozumie

Bo nagłówki są bardzo efektowne. Problem w tym, że często upraszczają temat do granic możliwości.

Tesla nie twierdzi, że kamery samodzielnie odpalają poduszki powietrzne bez potwierdzenia z czujników zderzeniowych.

I to jest kluczowa różnica.

Według dostępnych informacji system Tesla Vision, działa jako dodatkowe źródło danych dla klasycznego systemu bezpieczeństwa. Innymi słowy, kamery pomagają przygotować układ szybciej, ale nadal wykorzystywane są tradycyjne sensory przeciążeniowe i czujniki uderzenia. Czyli poduszki nie zostaną uruchomione przed faktem wypadku, ale jednak nieco szybciej, co ma wpłynąć na ryzyko obrażeń.

Czy te 70 milisekund różnicy jest aż tak ważne? Według Tesli zdecydowanie tak. Bo ten czas pozwoli szybciej i lepiej przygotować całe auto oraz jego wszystkie systemy bezpieczeństwa do nieuniknionego, czyli zderzenia. Na tym ma to polegać. Nie na odpaleniu poduch przez kamery…🧐!

Jeszcze raz: Tesla nie tyle „zgaduje-przewiduje wypadek”, co skraca czas reakcji systemu, po potwierdzeniu nieuniknionego zderzenia.

To ogromna różnica techniczna.

I bardzo ważna z punktu widzenia bezpieczeństwa.

Dlaczego Tesla w ogóle to robi?

Odpowiedź jest prostsza, niż mogłoby się wydawać.

Bo Tesla od lat traktuje samochód bardziej, jak platformę software’ową niż klasyczne auto. I właśnie dlatego firma regularnie poprawia bezpieczeństwo poprzez aktualizacje OTA, czyli Over-The-Air.

W tradycyjnej motoryzacji poprawa działania systemu airbagów często oznacza nową generację modelu albo fizyczne zmiany w hardware.

Tesla aktualizuje algorytm. To kompletnie zmienia sposób rozwoju samochodów. I trzeba uczciwie przyznać, niezależnie od sympatii do marki, że pod tym względem Tesla rzeczywiście wyprzedziła dużą część branży.

Jest jednak jedna rzecz, o której „fanboje” bardzo nie lubią mówić

Bo o ile sama idea wcześniejszego przygotowania poduszek powietrznych brzmi świetnie, to pojawia się też bardzo ważne pytanie:

co stanie się wtedy, gdy system się pomyli?

I tutaj zaczyna się prawdziwie trudny temat. Fałszywe odpalenie airbagu przy dużej prędkości, może samo w sobie być niebezpieczne. Dlatego producenci samochodów od lat projektują te systemy bardzo konserwatywnie.

Tesla twierdzi, że nowa funkcja działa wyłącznie w sytuacjach, w których zderzenie jest praktycznie pewne, a klasyczne czujniki nadal pozostają częścią procesu decyzyjnego.

I właśnie dlatego cała branża będzie teraz bardzo uważnie obserwować, jak system zachowuje się w rzeczywistych warunkach.

Bo papier przyjmie wszystko.
Prawdziwa weryfikacja zaczyna się dopiero na drogach.

Najbardziej fascynujące jest jednak coś zupełnie innego

Jeszcze 15 lat temu samochód potrafił co najwyżej odpalić ABS i ESP.

Dzisiaj analizuje obraz z kamer, przewiduje trajektorie ruchu, ocenia ryzyko kolizji i przygotowuje systemy bezpieczeństwa zanim człowiek zdąży zareagować.

I niezależnie od tego, czy ktoś kocha Teslę czy jej nie znosi, trzeba uczciwie powiedzieć jedno. To już nie jest zwykła motoryzacja.

To zaczyna przypominać system operacyjny na kołach. A my jesteśmy dopiero na początku tej drogi.

Paradoks Tesli: firma najbardziej krytykowana… jednocześnie przesuwa granice bezpieczeństwa

To chyba najbardziej charakterystyczna cecha Tesli.

Żadna marka nie wzbudza dziś tylu emocji.
Żadna nie generuje tylu kontrowersji.
I jednocześnie mało kto, tak agresywnie przesuwa granice tego, czym w ogóle może być współczesny samochód.

Czy wcześniejsze przygotowanie poduszek powietrznych stanie się nowym standardem całej branży? Bardzo możliwe.

Bo jeśli system rzeczywiście ograniczy liczbę ciężkich obrażeń choćby o kilka procent, producenci nie będą mieli wyboru. W motoryzacji bezpieczeństwo sprzedaje się lepiej niż moc silnika.

A Tesla właśnie otworzyła kolejny rozdział i tradycyjnie dla niej – włożyła kij w mrowisko.

Fot: copart.com

WhatsApp WhatsApp us